Czy możemy jeść mięso?

Cannibalism 1571Jednym z głównym argumentów przeciwników praw zwierząt jest próba zarzucania hipokryzji osobom walczącym o ich dobrostan. Zwykle taki zarzut brzmi: „Jesz mięso? Tak. To jesteś hipokrytą mówiąc, że bronisz zwierząt”. Argument ten, jak wszystkie argumenty przeciwników praw zwierząt, jest absurdalny i świadczy tylko o ich nieznajomości tematu.

 

 

 

Zacznijmy od podstaw.
Nie ważne jaki przyjmiemy aksjomat odnośnie stworzenia świat. Bez względu na nasze przekonanie czy świat stworzył Bóg, czy Natura – efekt jest dokładnie taki sam. W przyrodzie istnieje łańcuch pokarmowy. Ustalony i niezmienny. Możemy to uważać za prawo boskie czy prawo Matki Natury. Nasz światopogląd nie zmienia tego prawa.

Prawa natury są proste i brutalne. Praktycznie każde żywe stworzenie staje się pokarmem dla innego stworzenia. Dotyczy to również nas ludzi. Jedynym sposobem wyrwania się z tego kręgu jest kremacja naszych zwłok po śmierci. W każdym innym wypadku wcześniej czy później staniemy się czyimś pokarmem. Tak samo zwierzęta pozaludzkie. Nieważne czy zostaną zbite i zjedzone przez człowieka, upolowane przez inny gatunek, czy dożyją swoich dni, umrą z starości. Efekt końcowy znów będzie ten sam.

Weganizm czy wegetarianizm to tylko nasz wybór do którego mamy prawo, ale nie musimy go wybierać, chcąc dbać o dobrostan zwierząt.
Sam jem mięso – choć nie stanowi ono podstawy mojej diety. Preferuję warzywa, po prostu bardziej mi smakują. Mięsem które najbardziej lubię jest mięso… surowe. Tatar to najczęstsze mięsne danie jakie spożywam. Czy jedząc mięso wyrządzam zwierzętom krzywdę? Nie. O ile spełniam kilka warunków.

Po pierwsze, jak już zostało to wyjaśnione na wstępie, każde zjedzone przeze mnie zwierzę i tak stanie się czyimś pokarmem. Taka jest natura. Nie dzielimy też w ten sposób zwierząt na gorsze i lepsze. Nie jemy psów (przynajmniej w naszym kręgu kulturowym) i oburzamy się na jedzenie koniny. Ten podział zwierząt na te, które konsumujemy i te, których nie jemy jest efektem wielu wieków tworzenia cywilizacji, w której przyszło nam funkcjonować. Niczym więcej.

Przeciwnicy praw zwierząt lubią też sprowadzać dyskusję do absurdu. To co możesz jeść swoich przyjaciół za jakich uważasz zwierzęta a nie jesz ludzi?

Nie jem ludzi, bo jako przedstawiciele gatunku będącego najskuteczniejszym drapieżnikiem na tej planecie praktycznie zawsze mogę zdobyć jakieś pożywienie. Natura programuje ssaki (inne gatunki nieco inaczej, ale jest to przeważnie zjadanie martwych już osobników), że nie jemy własnego gatunku. Jest to logiczne, bo gatunek, który polowałby na innych przedstawicieli swojego gatunku - nie miałby szansy na przetrwanie. W warunkach ekstremalnych dochodzi jednak do kanibalizmu wśród ludzi. Nie ma tu znaczenia nasz poziom wykształcenia, empatii, łączących nas więzi czy kręgu kulturowego. Człowiek całkowicie pozbawiony możliwości zdobycia pożywienia w efekcie permanentnego głodu, przestaje kierować się wyższymi wartościami i staje się kanibalem. Nie dotyczy to oczywiście wszystkich, ale jak pokazała historia, ludzie zamknięci w obozach, gettach są do tego zdolni. Być może kanibalizmu dopuścił się któryś z moich przodków i to nie tych całkiem odległych sprzed setek lat. Kanibalizm został odnotowany w połowie XIX wieku w Galicji. Nieurodzaj w rolnictwie sprawił, że dochodziło do takich sytuacji, co potwierdzają raporty CK urzędników. Nie badałem nigdy szczegółów tej historii, ale wszyscy moi przodkowie pochodzą tych rejonów.

Walka o dobrostan zwierząt nie sprowadza się do ich nie jedzenia. Jeść człowiek mięso może. Nie może za to robić tego wbrew prawom natury. A prawa natury są proste. Możesz z niej brać tyle, ile potrzebujesz, aby żyć. Zwierzęta polują aby zaspokoić swoje potrzeby pokarmowe. Niektóre robią też zapasy na zimę. Nie robią za to tego, co robią ludzie. Ludzie w sposób niewyobrażalnie brutalny łamią prawa natury. Sprowadzają zwierzęta do rodzaju martwych, bezdusznych przedmiotów, które należy podłączyć do urządzenia karmiącego, aby nabrał masy i sprzedać. Nie zaspokajają tym swoich potrzeb, tylko swoją próżność. W tradycyjnym rolnictwie produkcja żywności odbywała się bez sztucznego karmienia, chowu klatkowego, masowej produkcji, której znaczna część ulega zniszczeniu.  Ludzie dbali o zwierzęta, także a może nawet zwłaszcza o te, które ich żywiły.
Wystarczy sięgnąć choćby do genialnej powieści Reymonta – Chłopi i sceny gdzie przesłuchiwany przez sąd jest prosty wieśniak – Bartłomiej Kozioł – oskarżony o kradzież i zjedzenie świni.
„Moja podtykała jej, co mogła, bo jakże głodem morzyć, Boże stworzenie też”
Ta literacka scena, którą stworzył Reymont oddaje najlepiej podejście ludzi prostych, niewykształconych do zwierząt. Nie można krzywdzić, bo to stworzenie Boże. A więc istota, która może nie jest nam równa, ale zasługuje na szacunek, nawet jeżeli skończy jako nasz pokarm.

Piszę ten tekst, kiedy władze unijne zapowiedziały „koniec epoki klatkowej”.
Widać musieliśmy przejść przez etap zachłyśnięcia się rozpasaną konsumpcją i mnożeniem zysków kosztem cierpienia zwierząt – aby zrozumieć, jak nisko upadliśmy jako istoty.
Dalej są zwyrodnialcy, dla których finansowy zysk jest ważniejszy i są odporni na krzywdę innych. Na szczęście krok po kroku rośnie wśród ludzi świadomość i oddolna presja tych, którzy chcą żyć w zgodzie z natura zaczyna odnosić pierwsze sukcesy.

Obyśmy doczekali czasów, gdy nikt już nie będzie więził kur czy norek w klatkach. W takich klatkach powinni znaleźć się ci, którzy dziś czerpią z tego zyski.

Dariusz Grochal

Ilustracja: Kanibalizm w Wielkim Księstwie Litewskim i w Rosji w 1571, wywołany morowym powietrzem i spustoszeniami wojny litewsko-rosyjskiej, grafika niemiecka z XVI wieku (domena publiczna)

Pin It