3d-trip_header

Polska - Kłomino

p1010970O Kłominie pierwszy raz usłyszałam jako o mieście duchów. Od razu wyobraziłam sobie opuszczone miasteczko rodem z westernu lub horroru, z powybijanymi, „świecącymi” ciemnością i resztkami firanek oknami, tumanami pyłu z piaskiem i potarganym papierem, niesionym przez wiatr, gwiżdżący w pustych pomieszczeniach – sceneria wzięta z opuszczonych przez Niemców miastach na Ziemiach Odzyskanych, takich jak na początku filmu „Sami swoi”.
 W mojej głowie włączył się tryb szwędacza-zwiedzacza-odkrywcy, a ponieważ byliśmy akurat pod Koszalinem, Kłomino było mniej więcej (do takiego wniosku doszliśmy ze współtowarzyszami podróży) na trasie drogi powrotnej do Krakowa, więc szkoda byłoby o nie nie zahaczyć. Klamka zapadła. Jedziemy. Nawigacja ustawiona na Kłomino, lecz za niedługo okazuje się, że nie działa i jesteśmy zdani na „Atlas samochodowy Polski” z 1999 r. oraz informacje drogowe, które niestety są mocno ograniczone (później pojawiły się strzałki ułatwiające dojazd). Najpierw trafiamy na dość duży budynek ośrodka zdrowia, oddalony od Kłomina o parę kilometrów.

Błądzimy dalej. Na szlak wiodący do samego Kłomina naprowadza nas ciekawe dość zjawisko jakim jest brukowa droga w środku lasu. Pierwsza rzecz jaka rzuca się w oczy to ostrzeżenia o braku pokryw na studzienkach kanalizacyjnych.
 W tym miejscu porcja historii. Miasto powstało w latach 30. XX w. Miejsce stanowiło bazę niemieckich Służb Pracy, potem – w okresie II wojny światowej – pełniło funkcję obozu jeńców wojennych, na koniec przekształcone w Oflag IID w 1940 r., w 1945 r. przeszło w ręce Rosjan, którzy więzili tu żołnierzy niemieckich, a następnie wybudowali bloki mieszkalne i inne obiekty użyteczności publicznej na potrzeby stacjonujących tutaj do roku 1992 żołnierzy Armii Radzieckiej i ich rodzin.
Po 2000 r. w okolicach Kłomina, pracujący tu zespół archeologów odkrył, iż w mogiłach zbiorowych po Oflagu IID spoczywa pow. 2,5 tysiąca oficerów różnej narodowości (Polacy, Francuzi i Rosjanie).
Po roku 1992 miasto było sukcesywnie szabrowane, stąd też brak pokryw w studzienkach (co grozić może wpadnięciem do którejś z nich w chwili nieuwagi) i ogołocone praktycznie z wszystkiego, co dało się wymontować i wynieść.
 Bycie w tym miejscu i oglądanie bloków „patrzących” pustymi oknami – z jednym wyjątkiem: żółte oświetlenie emitowane przez zawieszoną na kawałku kabla żarówkę w mieszkaniu zasiedlonym najprawdopodobniej przez kogoś bezdomnego – to ciekawe i warte doświadczenia przeżycie, choć Kłomino bardziej przypomina opuszczone blokowisko niż miasto…

 

p1010965

p1010985

p1020016

p1010970

 

Pin It