Ludzie chcieli być królami ziemi…

kruk w parkuLudzie chcieli być królami ziemi, więc Matka Natura dała im koronę. Teraz zwierzęta mogą patrzeć jak siedzimy wystraszeni w swoich klatkach.

 

 

 

 

 

Nie wiem kto sformułował to krążące po Internecie hasło, ale zgadzam się z nim w 100%.
Ludzie od kiedy tylko pojawili się na planecie starają się zostać jej panami.
Podporządkowujemy sobie wszystko. O wszystko toczymy wojny. Wszystkiego eksploatujemy za dużo. Nie liczymy się wcale z prawami przyrody. Zaburzamy jej naturalne procesy. Staramy się ujarzmić nawet żywioły. Nie straszne nam pożary, powodzie, wybuchy wulkanów, huragany. One wyrządzają starty tyko punktowo. Straty, dość szybko wyrównujemy a jeżeli nie, to nie przejmujemy się przedstawicielami naszego gatunku, których dotknęły. Co najwyżej staramy się uspokoić własne sumienie, robiąc ogólnoświatową zrzutkę na międzynarodową pomoc, która kończy się wraz z zainteresowaniem mediów daną katastrofą.

Świat zamarł. Wszystko stanęło. Ludzie przerażeni, zamknięci w swoich domach wpatrują się w kolejne słupki i cyfry informujące o stratach na wojnie z niewidzialnym przeciwnikiem.
Stan gry? W momencie pisania tego felietonu 774 422 rannych i 37 078 zabitych. To dane oficjalne, które pewnie nijak mają się do rzeczywistości, bo całe połacie naszego globu, które również prowadzą tę wojnę, ale nie są w stanie, lub nie chcą podawać żadnych statystyk. A te, które się pojawiają budzą śmiech.

Nie jest to pierwsza pandemia w dziejach. Raczej nie jest też ona ostatnia. Wszystko wskazuje na to, że nie będzie ona, aż tak tragiczna w skutkach jak te, które zdaniem historyków, uśmiercały 1/3 a nawet połowę ludzkiej populacji! Nikt dziś nie jest w stanie przewidzieć liczby ofiar koronawirusa. Przywódca najpotężniejszego państwa świata otwarcie zapowiedział, że jeżeli liczba zgonów w jego kraju, zamknie się w liczbie 100-200 tysięcy, (przy populacji prawie 330 milionów) będzie to sukces.  

Najgorsze i najbardziej nieznane dopiero przed nami. Nie ci, którzy polegną na tej wojnie, ale ci którzy ją przeżyją, będą zmagać się z niewyobrażalnym kryzysem gospodarczym. Historia pokazuje, że takie wstrząsy, często zmiatały cały dotychczasowy porządek świata, a nowy latami rodził w się morzu, bólu, głodu, wojen.

Lubię obserwować ptaki. Okna mojego mieszkania wychodzą na osiedlowy park. Tej wiosny pojawiło się trochę mniej grzywaczy. W sąsiednim bloku, za rynną gniazdo uwiły sobie kawki. Nie jestem w stanie niestety dostrzec, czy para doczekała się już potomstwa. Całą zimę tuż obok swojej klatki wieszam w krzakach kulkę z pokarmem. Każdego dnia widzę posilające się sikorki. Jak spod ziemi wyrosły gdzieś nagle wróble. Nie było ich w parku wcale a teraz solidarnie dzielą kulki z sikorkami. Nie brakuje gołębi, uaktywniły się kosy. Sierpówki lepiej czują się w iglastych drzewach, aby je spotkać muszę przespacerować na drugi koniec parku. Miłą niespodzianką jest prawdziwa inwazja szpaków. W zimie park wzbogacił się o budki lęgowe, które przypadły im do gustu.
Moich ukochanych wiewiórek w tym roku bardzo mało. Na początku marca widziałem trzy bawiące się razem wesoło maluchy. Czarna zniknęła, dwie rude rosną, wesoło skacząc po drzewkach. Rodzeństwo nie bawi się już razem. Jedna wybrała sobie rosnące na skraju parku iglaki, drugiej bardzo spodobało się bieganie po ogrodzeniu miejscowego przedszkola.

Co dzień rano słyszę piękne śpiewy skrzydlatych mieszkańców mojego parku, przerywane miarowym stukotem dzięcioła. Jeszcze wieszam kulkę, czasem sypnę trochę ziarna, pilnuję wody w pojemnikach.
Mieszkańcy parku spokojnie, swoim rytmem, szykują się do nadchodzących ciepłych dni. Zbierają patyczki, z których wiją gniazda, gdzie dorastać będzie ich potomstwo. Nie martwią się niewidzialnym wrogiem, z którym cała ludzkość prowadzi właśnie wojnę. Czasem tylko, gdy przysiądą na chwilę na parapecie ze zdziwieniem patrzą na „królów ziemi”, którzy zamiast korzystać ze słonecznej pogody siedzą w domach…

Dariusz Grochal                                                                                                                                                                                                              fot. autor

Pin It